seo

Szparag. Taki z teriyaki.

Nie w holenderskim i nie w sałacie.
Nie w beszamelu i nie we frittacie.
Nie w parmezanie. Nie grillowany.
Nie w parmeńskiej i nie obsmażany.

Tylko taki. Z teriyaki.

Szparagi do wątróbki. W sezamie i z teriyaki.

  • 1 pęczek zielonych szparagów
  • duża łyżka białego sezamu
  • 40 dag wątróbki drobiowej
  • mąka do obtoczenia wątróbki
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia
  • 50 ml sosu sojowego
  • 50 ml mirin (słodkie japońskie wino ryżowe)*
  • 2 łyżki cukru

W małym garnuszku wymieszałam sos sojowy, mirin i cukier. Podgrzałam do wrzenia (uwaga, kipi!). Zmniejszyłam gaz na tyle, by sos leciutko się gotował i nie uciekał z garnuszka. Gotowałam do zredukowania, ok.25 minut – aż sos stał zaczął gęstnieć. Odstawiłam do wystudzenia. Uprażyłam sezam – wsypałam go na suchą patelnię. Podgrzewałam i mieszałam od czasu do czasu, aż zaczął zmieniać kolor, strzelać i pięknie pachnieć.
Przygotowałam szparagi – odkroiłam zdrewniałe końcówki szparagów (tam, gdzie się skończyło białe i fioletowe, a wyraźnie zaczęło zielone). Ugotowałam na parze – 15 minut. Gdy szparagi się gotowały, obtoczyłam oczyszczoną wątróbkę w mące i usmażyłam (uwaga, pryska!). Na sam koniec posoliłam i popieprzyłam. Wyjęłam na papierowy ręcznik, by odsączyć tłuszcz.
Szparagi polałam sosem. Nieprzesadnie**. Posypałam sezamem. Pan Nowak sfotografował ględząc, że znów zimne będzie jadł…

*ostatecznie można zamiast mirinu dodać zwykłego białego wina, ale wtedy trzeba zwiększyć ilość cukru. Smak trochę inny, ciut owocowość przebija, ale daje radę.
** sosu z reguły trochę zostaje – można przechowywać go w lodówce około tygodnia

U nas. Aceitunas.

U nas jest mi całkiem dobrze. Bo u nas jest bardzo dużo dobrych rzeczy, których nie ma Tam. Jest zatem u nas dobry, ciemny chleb na zakwasie. Są u nas kiszone ogórki i kiszona kapusta. Jest u nas zima, dzięki której bardziej doceniamy lato. I w zasadzie jest u nas prawie wszystko to, co można dostać Tam. W Hiszpanii. Niestety, nie ma u nas najlepszych oliwek świata. Aceitunas de abuela. Bo są tylko Tam. U starszego pana, który nakłada je drucianym czerpakiem do foliowej torebki na lokalnym bazarze. U nas, zatem, trzeba sobie radzić. Trzeba kupić słój oliwek w zalewie i samodzielnie zrobić aliño, które nie jest do końca tym, co było Tam. Ale jednak coś w sobie ma…

Aceitunas aliñadas. Marynowane oliwki.
Na podstawie przepisu nami-nami

  • 250 g osączonych z zalewy oliwek zielonych i czarnych (najlepiej  z pestką)
  • 2 gałązki świeżego tymianku
  • 1 gałązka świeżego rozmarynu
  • 1 duży ząbek czosnku
  • ½ łyżeczki zmielonych lub pokruszonych ziaren kolendry
  • szczypta suszonego chili
  • łyżka oliwy z oliwek
  • łyżeczka octu winnego (najlepiej „vinagre de Jerez”)

Listki tymianku, rozmarynu oraz czosnek drobno posiekałam. Wymieszałam z pozostałymi składnikami marynaty. Oliwki wrzuciłam do glinianego garnka. Wymieszałam z marynatą. Przykryłam garnek folią. Wstawiłam do lodówki na 24h. Zjedliśmy do wina, które Tam kosztuje 2 euro, a u nas… Ech.

Po ekspresowym pobycie w Madrycie…

… nostalgiczna kolacja i ekspresowa powtórka hiszpańskich zwrotów:

Tengo mucha hambre – jestem bardzo głodna
Hacemos paella
– robimy paellę.
¿Dónde está el arroz?
 - gdzie jest ryż?
Huele riquísimo…
– pięknie pachnie
No la quemes, por favor
– tylko nie przypal
Está como para chuparse los dedos
– taka, że palce lizać…
Hacemos la foto
– robimy zdjęcie
¡Sr. Nowak, la paella se come con tenedor!
– Panie Nowak, paellę je się widelcem!

Una bella paella. Z krewetkami i kurczakiem
2 porcje

składniki w kolejności użycia:

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 mała cebulka ( kontrowersyjny składnik, Hiszpanie nie uznają cebuli w paelli)
  • ½ czerwonej papryki
  • pojedyncza pierś z kurczaka
  • 20 rozmrożonych krewetek (najlepiej szarych, surowych, ew. ugotowanych)
  • 100 g ryżu (specjalnego do paelli albo arborio)
  • ¼ łyżeczki pieprzu kajeńskiego
  • szczypta szafranu (albo w tańszej wersji ½ łyżeczki kurkumy)
  • 500 ml bulionu warzywnego  z kostki eko albo domowego, wcześniej ugotowanego, osolonego)
  • stołowa łyżka koncentratu pomidorowego
  • ½  kubka zielonego groszku (mrożonego, ugotowanego)
  • kubek czarnych oliwek bez pestek

Na dużej patelni rozgrzałam oliwę. Wrzuciłam posiekany drobno czosnek i cebulę. Podsmażyłam lekko (nie rumieniąc). Dorzuciłam posiekaną w kostkę czerwoną paprykę. Smażyłam około 2 minut na średnim ogniu – aż cebula zaczęła się rumienić. Dodałam pokrojoną  w kostkę pierś kurczaka i rozmrożone, osączone krewetki. Smażyłam całość aż krewetki zmieniły kolor na różowy, a kurczak ściął się. Wsypałam ryż i przyprawy – pieprz kajeński i szafran. Wymieszałam dokładnie całość. Smażyłam minutę. Gorący bulion wymieszałam z łyżką przecieru pomidorowego. Wlałam około 1/3 gorącego bulionu na patelnię  – od tego momentu paella musi  gotować się na patelni 20 minut,  żeby ryż wchłonął dość wody i wszystkie smaczki. Przez kolejne minuty dodawałam stopniowo resztę bulionu – kiedy tylko ubywało go z patelni. Cały czas utrzymywałam średni płomień pod patelnią. Kiedy ryż zrobił się miękki i wchłonął ostatki bulionu (ale mieszanka na patelni pozostała jeszcze lekko płynna) dodałam groszek i czarne oliwki. Wymieszałam całość. Wyłączyłam palnik. Przykryłam patelnię, by paella  „odpoczęła” 5 minut przed podaniem .

Kto zjada sałatki…

Ten gładki.
Tego podrywają sąsiadki.
Temu nie ciążą siatki.
Ten ma mniejsze wydatki.
I luźne gatki.

O!

Sałatka z pulpecikami bazyliowymi i bazyliowym dressingiem

Pulpeciki (ok. 20 małych kulek):
40 dag mielonego albo siekanego mięsa indyczego
1 jajko
1 łyżka bułki tartej  (+2 do obtoczenia)
1 cebulka (posiekana drobno i podsmażona na łyżce oliwy)
duża garść liści bazylii
sól, pieprz do smaku
olej do smażenia

zielenina:
roszponka
duża garść kiełków lucerny
czarne oliwki
żółta papryka

dressing:
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny
sól, pieprz do smaku
łyżka posiekanej świeżej bazylii

Wymieszałam w misce mięso, cebulkę, jajko, bułkę tartą, posiekaną drobno bazylię, sól i pieprz. Uformowałam małe kulki, obtoczyłam lekko w bułce tartej, usmażyłam (na średnim ogniu, żeby na pewno doszły w środku).  Osączyłam na ręcznikach papierowych. Przygotowałam talerze z warzywami. Dołożyłam pulpeciki i polałam dressingiem. Pan Nowak sfotografował.

Gdy ukroić trzeba chleba…

… pojawiają się pytania. Gdzie kończy się piętka, a gdzie zaczyna kromka? Gdzie trzeba przyłożyć nóż, żeby z jednej jego strony była dupka, a zaraz z drugiej sznyta? Gdzie dokładnie leży granica między przylepką a pajdą? Gdzie kroić, by precyzyjnie od krómki oddzielić skibkę? I jak gruba może być dupka, żeby z reszty chleba wyszły chociaż dwie klapsznyty? Zostawiam Czytelników z przemyśleniami. Idę kłócić się o to z panem Nowakiem, który niezmiennie uważa, że chleb składa się z dupki i przylepki.

Chleb orkiszowo-żytni na oliwie spod suszonych pomidorów

250 ml aktywnego zakwasu żytniego (tu przepis)
100 g mąki żytniej typ 2000
300 g mąki orkiszowej typ 700
2 łyżki oliwy ze słoika z suszonymi pomidorami (szkoda wylewać, gdy pomidory już wyjdą)
200 ml wody
1 łyżeczka soli

Wszystkie składniki wrzuciłam do jednej miski, wymieszałam mikserem do połączenia. Wyszło mi ciasto dość twarde, ciut lepkie (bo z mąką żytnią), ale sprężyste. Ostawiłam do wyrośnięcia na ok. 2- 3 godziny, w temperaturze pokojowej. Po tym czasie zamieszałam jeszcze raz. Przełożyłam do koszyka rozrostowego posmarowanego oliwą (żeby mąka lepiej się trzymała) i mocno obsypanego mąką (przez sitko wychodzi równomiernie i grubo).  Podobno można też „wyrastać ciasto” w durszlaku albo dużej misce wyłożonej ściereczką mocno obsypaną mąką, przy czym „mocno obsypaną mąką” znaczy bardzo mocno obsypaną mąką. Inaczej ciasto gdzieś się przyklei i z koziego tyłka trąbka… W koszyczku ciasto rosło ok. 2 godzin, aż podwoiło objętość. Nagrzałam piekarnik do 220 stopni. Przełożyłam ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (odwracając koszyk – wtedy widać, czy koszyk rzeczywiście był dość mocno obsypany mąką). Wsadziłam do nagrzanego pieca. Po 10 minutach zmniejszyłam temperaturę do 190 stopni i piekłam jeszcze 35 minut. Pan Nowak ukroił dupkę i sfotografował.